foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
UWAGA! Z powodu awarii starej witryny naszej szkoły aktualnie pracujemy nad nową. Przepraszamy za utrudnienia :-)

Szkoła Podstawowa w Lipnie

im. WOJSKA POLSKIEGO - ul.Powstańców Wlkp. 68, 64-111 Lipno, tel. 65 534 02 59, sp_lipno@o2.pl

Wtorkowy ranek przywitał nas wielkimi płatami śniegu. Do zimy przecież jeszcze daleko, a tu… masz! Za oknem samochód przysypały białe płatki i wyglądał jak wielkie ciastko z lukrem. I tak się w niego zagapiłam, że nie zdążyłam zjeść śniadania. To źle! Wszak śniadanie to podstawa, co bardzo często powtarzam. Postanowiłam, że dzieciom w szkole do tego się nie przyznam, jednak mój żołądek zdecydował inaczej. Myślę, że to była zmowa z nosem, bo w szkole zaczął odbierać niebiańskie wprost zapachy. Po chwili nie miałam już za wiele do powiedzenia. Żołądek zaczął groźnie pomrukiwać i wierzgać niemiłosiernie. Jak lunatyk za księżycem, ruszyłam za cudownymi zapachami. Prowadził mnie mój nos. Kiedy weszłam na piętro budynku szkoły… oniemiałam. Cały korytarz, jak długi, zastawiony był stołami. A na nich wspaniałe śniadania. Byłam uratowana! Już wiedziałam, że tego ranka z głodu nie umrę, bo ilości przygotowanych kanapek, sałatek, koktajli i owocowych szaszłyków była oszałamiająca. Dzieci klas I-III świetnie się sprawiły! Nie miałam pojęcia, że drzemią w nich takie talenty kulinarne. Stoły uśmiechały się kolorami, a kanapki aż piszczały… zjedz mnie, zjedz mnie! Mój żołądek ruszyłby do boju, ale najpierw, wraz z Panią Grażynką z kuchni, dokonałyśmy oceny. Wygrali wszyscy! Nie było przegranych, więc nagrody musieliśmy rozlosować. Jednak wyróżniłyśmy stół klasy IIIa, gdzie wśród smakołyków były też kwiatowe ozdoby.

                Dzieci i nauczyciele najmłodszych świetnie się sprawili, zwłaszcza, że na ratunek przybyli rodzice. Bez nich tak wspaniałe śniadanie na pewno by nie wyszło. Bardzo im za to dziękujemy!

                Miło było patrzeć, jak wszyscy pałaszowali najważniejszy posiłek dnia. Mój żołądek też przestał się na mnie boczyć i tym razem dogadał się z oczami. Skakały ze stołu na stół, nie dosłownie, rzecz jasna, i podszeptywały… jeszcze to, jeszcze tamto. Miałam wrażenie, że każde skakało oddzielnie. Tym razem to ja się zbuntowałam i powiedziałam… dość! To w końcu było ŚNIADANIE MISTRZÓW, ale niekoniecznie mistrzów obżarstwa.

                Gratuluję wszystkim uczestnikom tego wydarzenia i obiecuję, że już nigdy nie zapomnę o śniadaniu. Jednak za mój nos nie ręczę! Jeśli uczniowie znów będą kucharzyć, mój żołądek i ja, prowadzenie przez nos, trafimy do nich. I strzeżcie się, bo jestem łakomczuchem! Kto wie, może nawet jestem w tym mistrzem.

Ewa Rosolska

Copyright © 2017 SP LIPNO Rights Reserved.